Wiszę gdzieś pośrodku, między kontynentami. Jestem Polakiem, ale już nie takim, jakim byłem przed wyjazdem, i nigdy też nie będę Amerykaninem. To jest ciekawy stan umysłu i my, emigranci, najlepiej się rozumiemy (Jan A. P. Kaczmarek)

Często spotykam się z pytaniem: jak długo tu już jesteś? To pytanie pada zarówno z ust Brytyjczyków, którzy zazwyczaj są pod wrażeniem naszej znajomości języka angielskiego, jak i ze strony Polaków, dla których długość pobytu w UK mierzona latami stanowi główny wyznacznik ich progresu. W tym drugim przypadku, nie ma znaczenia jakiej odpowiedzi udzielisz, bo każda będzie zła – albo masz i wiesz za dużo i spotkasz się ze wzrokiem pełnym zawiści, albo wiesz za mało i otrzymasz bukiet „dobrych rad” od kogoś, kto już przecież przetarł wszystkie szlaki. Choć nie ukrywa, że wciąż pracuje na warehous’ie za pośrednictwem agencji i nadal nie potrafi zarejestrować się do lekarza pierwszego kontaktu, bo przecież wymaga to wypełnienia jednostronicowego formularza w obcym języku…

W Anglii jestem od ponad 5 lat (pisząc to wciąż nie dowierzam…), ale emigrantką jestem znacznie dłużej. I tak naprawdę nie od momentu poprzedniej podróży, która zaprowadziła mnie na słoneczną Majorkę, ale od chwili, w której w głowie pojawiła się po raz pierwszy myśl, że być może czas wyjechać do innego zakątka Europy i tam spróbować swoich sił?

Emigracja to stan umysłu

Tak naprawdę od chwili, gdy pomyślisz o wyjeździe, już stajesz się emigrantem. Nawet jeśli nie rozpoczniesz swojej podróży, w głowie pozostanie głos mówiący, że gdzieś tam, gdzieś gdzie mogłeś być, mogłoby być ci znacznie lepiej. Pomimo tego, że fizycznie nie wyemigrowałeś, w wyobraźni uciekasz do tych miejsc i dostrzegasz braki tego, w którym aktualnie jesteś. A więc nie czujesz już 100% satysfakcji z miejsca, z którego pochodzisz – zatem jakaś cząstka ciebie już wyemigrowała.

Strefa komfortu

Każda emigracja, czy ta ograniczona do czterech ścian twojej głowy, czy też ta prawdziwa, fizyczna i materialna, zostawia po sobie ślad. Myślę, że krótkie, kilkumiesięczne wyjazdy nieco zmieniają światopogląd, urozmaicają bagaż doświadczeń, ale są jeszcze w miarę bezpieczne dla naszej strefy komfortu. To tak jak byśmy z naszej bezludnej, ale znanej i bezpiecznej wyspy zeszli jedną stopą do wody, by zaraz potem znów stanąć na ciepłym, suchym piasku. Zetknęliśmy się z czymś obcym, wspomnienie tych wrażeń pozostanie w nas na zawsze, będziemy do nich wracać niejednokrotnie, ale wciąż jesteśmy tu, gdzie byliśmy.

Jeśli jednak popłyniemy statkiem na inną wyspę, pomieszkamy na niej kilka lat, poznamy każdy jej zakamarek, kamień, roślinę – oswoimy się z nią – to czy będzie nam łatwo ją opuścić? Jeśli wypłyniemy statkiem po raz kolejny i zatrzymamy się w połowie drogi pomiędzy wyspami – która będzie nam emocjonalnie bliższa? Wydaje mi się, że z czasem wybory stają się coraz trudniejsze. Nawet jeśli wrócimy do miejsca naszego pochodzenia, nic już nie będzie takie samo. Nadal będziemy Polakami (żaden Brytyjski paszport tego nie zmieni), ale już obywatelami Europy, a może i nawet świata?

Wielu Polaków pytanych o to, co zrobią, jeśli z powodu Brexitu będą musieli opuścić Wielką Brytanię, odpowiada: pojedziemy gdzieś indziej, dalej. „Nie-emigrant” w tym momencie robi wielkie oczy i nie rozumie, ale dla emigranta łatwiejsze wydaje się rozpoczęcie wszystkiego od nowa, w nieznanym miejscu, niż powrót do korzeni. Dlaczego? To tylko my emigranci rozumiemy…


Przeczytaj również: Portrety emigrantek: Gosia. O miłości, samotności i Domowym Zoo


#emigratka

 

© WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
CAŁOŚĆ JAK I ŻADNA CZĘŚĆ UTWORÓW NA EMIGRATKA.COM NIE MOŻE BYĆ ROZPOWSZECHNIANA W JAKIEJKOLWIEK FORMIE I SPOSÓB BEZ ZGODY REDAKCJI EMIGRATKA.COM. WOBEC OSÓB ŁAMIĄCYCH PRAWO, PODJĘTE ZOSTANĄ WSZELKIE DZIAŁANIA PRAWNE, CELEM DOCHODZENIA ROSZCZEŃ FINANSOWYCH.