List do wszystkich Polaków, którzy nigdy emigracji nie doświadczyli na własnej skórze, a znają ją jedynie z przekoloryzowanych plotek i telewizyjnych newsów – w odpowiedzi na list Muszkietera http://muszkieter.in/list-do-emigranta/

Droga Polko/Polaku!

Piszę dziś ten list do Ciebie, kochana Siostro/Bracie, bo bardzo tęsknię za Tobą, a nasz kontakt ostatnio coraz rzadszy, i jakiś taki płytszy. Doszły mnie słuchy, że dużo o nas emigrantach się mówi, za wiele nas obwinia, a Twoje serce wypełnia się żalem, a czasem i zawiścią, która swoje podłoże ma głównie w błędnej percepcji.

Chciałabym pokazać Ci, jak naprawdę wygląda moje życie na emigracji, a wtedy być może łatwiej będzie Ci mnie zrozumieć i nie będziesz żywić do mnie urazy…

Przede wszystkim wiedz, że podjęcie decyzji o wyjeździe nie było aktem tchórzostwa czy też wybraniem łatwiejszej drogi. O nie! To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu i tak naprawdę każdego dnia ponoszę jej olbrzymie koszty. Uwierz mi, że nie chciałam wyjeżdżać tak daleko od domu, opuszczając ludzi, których kocham, którzy mnie kochają, i wiedząc, że każdego dnia wszyscy będziemy dotkliwie tęsknić i cierpieć z tego powodu. Żaden Skype nie zastąpi kolan dziadka, czy pięknych opowieści babci na dobranoc…

Cieszę się, że Tobie udało się ciężką pracą osiągnąć sukces w Polsce, że udało Ci się osiągnąć na tyle stabilną życiowo pozycję, że nie musisz się obawiać o kolejne jutro, że masz dach nad głową, na jedzenie i ubrania dla dzieci, a nawet i na odrobinę szaleństwa i rozrywki. Szczerze mówiąc, trochę Ci zazdroszczę! Być może było Ci łatwiej, albo po prostu miałeś więcej wytrwałości niż ja, nie wiem, ale wiedz, że ja też próbowałam osiągnąć ten sukces w naszej kochanej Polsce. Ciężko pracowałam, zdobywałam wykształcenie, ale nie miałam po prostu szczęścia – ani do stałego zatrudnienia, ani do znajomości, ani do miłości. Wszystko musiałam budować sama, zawsze od zera i zwykle w niesprzyjających warunkach. W pewnym momencie po prostu straciłam wiarę we własne siły, bo ileż można próbować? Kiedy żyć? Na szczęście nie załamałam się, wzięłam się w garść i postawiłam wszystko na jedną kartę – wyjechałam, żeby spróbować swoich sił w nowym miejscu.

Fot.: Pixabay

Nawet nie wiesz jaka byłam przerażona! Nieznany świat, obcy ludzie, odmienna kultura, inne prawo, a po środku ja z kilkoma funtami na start. Bałam się. Nie wiedziałam komu można ufać, dokąd iść, gdzie zacząć. Jednak dałam radę, chciałam żyć, musiałam przetrwać! Pewnie, że musiałam najpierw mieszkać w zapleśniałym pokoju, pracować fizycznie po kilkanaście godzin dziennie, czasami nie było co jeść (o tak!) ale po kilku miesiącach byłam w stanie samodzielnie wynająć dom, zmienić pracę na lżejszą i zacząć godnie żyć.

I tak, żyje mi się dobrze, nie narzekam. Co prawda wciąż nie mam milionów na koncie, ale stać mnie na winogrona i truskawki, kiedy tylko mam na nie ochotę. Mam też tu kilkoro dobrych przyjaciół, z którymi można nie tylko się napić, ale na których zawsze mogę liczyć w potrzebie. Kultywujemy polskie tradycje – może Cię to zdziwić, ale kochamy wszystko co polskie i chętnie też innym pokazujemy polskie zwyczaje, częstujemy naszą rodzimą kuchnią. Wiesz, że w przedszkolu, do którego uczęszcza moja córka, w środy podawany jest polski obiad? Moi angielscy znajomi uwielbiają nasze pierogi i kabanosy, które mogą kupić w niemal każdym markecie. Jest też sporo polskich knajpek i restauracji, które całkiem nieźle prosperują, a to znaczy, że my emigranci kochamy to, co polskie, bo każdego dnia sięgamy po produkty i wyroby pochodzące z naszej ziemi.

Piszesz, że Polska to nie kraj dla chorych ludzi? Wiedz, że tu gdzie mieszkam nikt nie biegnie z katarem do lekarza po antybiotyki i zwolnienie lekarskie, nie istnieje też coś takiego jak pełnopłatne L4 podczas ciąży. Tutaj pracuję non stop, nieważne czy z gorączką, bólem zęba czy zwichniętym nadgarstkiem. Moje dziecko z katarem i kaszlem chodzi do przedszkola, a jeśli będzie miało ospę, to po tygodniu wróci do szkoły i właściwie nawet lekarza nie musimy z tego powodu odwiedzać. Jeśli nie pracuję, to nie mam pieniędzy – nie stać nas tu na emigracji na chorowanie. I tak, zdarza mi się korzystać z usług lekarzy w Polsce – mam po prostu do nich większe zaufanie.

Ach, zapomniałabym Ci podziękować za podesłanie cudownej mapy Polski. Nie, nie, nie zapomniałam jak Polska wygląda! Niemal codziennie wracam wspomnieniami do kraju lat dziecinnych, non stop szukam też biletów na rejsy samolotem w rodzinne strony, zamiast marzyć o podróżach do ciepłych krajów. Bo tęsknimy za Polską. Za naszymi bliskimi, za pejzażami, smakami, aromatami. Często też płaczemy w poduszkę w samotności z tęsknoty, trochę z żalu. Ale wiedz, że gdybym miała choć cień nadziei, że w mojej kochanej Polsce mi się uda, to bym wróciła, nawet jeszcze dziś! Ale póki co, nie mam tej nadziei, więc jestem tu gdzie jestem. I cierpię. Ale to nie znaczy, że nigdy już nie wrócę. Po prostu nie wiem kiedy, i jak?

Ja też za Ciebie trzymam kciuki! Cieszę się, że nie straciłeś wiary we mnie. Mam nadzieję, że kiedy już zdobędę się na to, by wrócić, to przywitasz mnie z otwartymi ramionami, jak starą przyjaciółkę, i nie będziesz pytał „po co tu wróciłaś?”.

Życzę Ci wytrwałości na kolejne dni, miesiące, lata. Ale i tak wiem, że dasz radę, bo już raz pokazałeś że potrafisz! Aaa, i jak znajdziesz chwilę, to wpadnij w odwiedziny – będzie mi niezmiernie miło!

Pozdrawiam

#emigratka


Przeczytaj także:

Emigracja to stan umysłu

© WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
CAŁOŚĆ JAK I ŻADNA CZĘŚĆ UTWORÓW NA EMIGRATKA.COM NIE MOŻE BYĆ ROZPOWSZECHNIANA W JAKIEJKOLWIEK FORMIE I SPOSÓB BEZ ZGODY REDAKCJI EMIGRATKA.COM. WOBEC OSÓB ŁAMIĄCYCH PRAWO, PODJĘTE ZOSTANĄ WSZELKIE DZIAŁANIA PRAWNE, CELEM DOCHODZENIA ROSZCZEŃ FINANSOWYCH.