Select Page

(Mój) sprawdzony sposób na GP

(Mój) sprawdzony sposób na GP

Często spotykam się z opinią, że brytyjska służba zdrowia pozostawia wiele do życzenia. GP (General Practicioner) ma opinię lekarza, który wie wszystko, czyli nic i na każdą dolegliwość ma jedno rozwiązanie – paracetamol. Zdarza się, że GP szuka odpowiedzi w komputerze. Pytanie tylko, czy to jest dziwne, biorąc pod uwagę, że jest lekarzem pierwszego kontaktu i musi posiadać wiedzę lekarzy niemal wszystkich specjalności? A fakt, że pracuje w gabinecie na tyle nowoczesnym, że ma dostęp do komputera i Internetu, to chyba dobrze?

Jak działa NHS

Brytyjska służba zdrowia, jest tak skonstruowana, że nie ma dostępu do specjalistów z „ulicy”. Najpierw musimy porozmawiać z GP (General Practicioner). To on podejmuje decyzję o ewentualnym leczeniu, bądź skierowaniu pacjenta do odpowiedniego specjalisty w szpitalu. W nagłych przypadkach zagrożenia życia powinniśmy udać się natychmiast do szpitala na oddział przyjęć. Natomiast jeśli mamy do czynienia z dolegliwościami, które przeszkadzają nam w codziennym funkcjonowaniu, ale nie zagrażają życiu, to udajemy się do lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli nie jesteś pewien/pewna co robić w danej sytuacji, na stronie NHS znajdziesz opis niemal wszystkich schorzeń, ich objawów i kroków, jakie powinny zostać podjęte.

Magiczne 10 minut

Niestety, ze względu na ogromne braki kadrowe, z jakimi boryka się obecnie NHS, na wizytę u GP mamy dokładnie 10 minut. W mojej przychodni można poprosić o dodatkowe 10 minut w uzasadnionych przypadkach. Zaledwie 10 minut – na przeprowadzenie wywiadu pacjenta, przebadanie, obserwację, postawienie diagnozy oraz przekazanie zaleceń i wypisanie recept… Brzmi niedorzecznie, ale takie są realia.

Jak rozmawiać z GP

Przede wszystkim trzeba być szczerym. Nie ma sensu udawać czy wymyślać symptomów, które nie istnieją. Lekarz nie będzie nas poważnie traktował, jeśli zauważy, że próbujemy podkoloryzować sytuację. Odradzam również  sugerowanie GP diagnozy, którą postawiliście na podstawie podpowiedzi od wujka Google. Wiele podobnych symptomów towarzyszy zupełnie różnym chorobom, więc nie warto wierzyć we wszystko, co można znaleźć w Internecie.

Po drugie, dobra znajomość języka angielskiego jest tu niezmiernie ważna. Zgodzę się, że wiele można przekazać posługując się łamaną angielszczyzną czy mową ciała, ale czy to wystarczy? Skoro zależy nam na zdrowiu i mamy do czynienia z poważnymi dolegliwościami – nie można pozwolić na jakichkolwiek niedomówienia czy przeinaczenia! Niedoskonały opis symptomów, które nam doskwierają, mogą stworzyć niepoprawny  obraz sytuacji i co za tym idzie prowadzić do błędnej diagnozy. Dlatego radzę, jeśli nie znasz biegle języka angielskiego, zawsze w poważnych sytuacjach korzystaj z pomocy tłumacza. Może to być zarówno ktoś bliski czy znajomy, bądź profesjonalny tłumacz z agencji, zamówiony przez przychodnię na Twoją prośbę.

Mój sposób na GP

Może to nie będzie dla Was nic odkrywczego, ale mój sposób na GP to nic innego jak notatki. Odkąd pamiętam, wizja 10 minutowej wizyty tak mnie stresowała, jak i sama wizyta u lekarza (brrr), że po wejściu do gabinetu „zapominałam języka w gębie” jak to się mówi. Z kilkunastu zdań, które miałam przygotowane w myślach, zostało mi kilka słów bez ładu i składu. O połowie rzeczy w ogóle zapomniałam wspomnieć, a jedno pytanie lekarza zupełnie wybijało mnie z rytmu. Dlatego nawet teraz, choć już opanowałam język angielski dostatecznie dobrze, by sobie radzić w takich sytuacjach, wciąż robię notatki i wizyty u GP przebiegają niezwykle gładko.

Pamiętam, jak pierwszy raz poszłam z córką, jeszcze niemowlakiem, do GP, podejrzewając uczulenie na mleko/ skazę białkową. Podsunęłam pani doktor dzienniczek z objawami. Rzuciła tylko okiem, i zapytała czy według mnie, córka powinna przyjmować specjalne mleko? Przygotowując notatki w domu, możemy na spokojnie wypisać wszystkie objawy. Mamy czas, żeby sięgnąć do słownika, by dokładnie nazwać rzeczy po imieniu. Czasami nie wystarczy powiedzieć tylko, że „boli”. Niejednokrotnie trzeba określić, czy jest to ból  kłujący, piekący, tępy, z przerwami  czy nieustępujący itd. Taka dokładna charakterystyka może mieć ogromne znaczenie dla postawienia poprawnej diagnozy.


Przeczytaj również: Absurdy brytyjskiego prawa. Sprawdź, czy znasz je wszystkie?


Na koniec dodam, że ważne jest też nasze nastawienie. Ja, póki co, nigdy jeszcze nie zawiodłam się na brytyjskiej służbie zdrowia. Na polskiej i owszem – ale lekarze to też ludzie i niestety zdarza się im popełniać błędy bez względu na to, w której części Europy pracują. Mimo to, zawsze idę do GP z pozytywnym nastawieniem i nadzieją, że znajdzie odpowiednie rozwiązanie. Jeśli natomiast wchodzisz do gabinetu z przekonaniem , że „i tak przepisze Ci paracetamol” chociaż przychodzisz po antybiotyk, to może po prostu sobie odpuść? Zawsze możesz udać się do prywatnej kliniki lub polskiego sklepu, gdzie dostaniesz antybiotyk spod lady (choć szczerze odradzam antybiotykoterapię na własny rachunek!)

Ja akurat cieszę się, że w UK lekarze nie rozdają antybiotyków na prawo i lewo. Jednak nam Polakom jakoś trudno odzwyczaić się od faktu, że antybiotyki nie są lekarstwem na wszystko. Przy przeziębieniu czy infekcji wirusowej w ogóle nie pomogą, za to dodatkowo osłabią organizm. O skutkach ubocznych już nie wspomnę…

Co robić, gdy naszym zdaniem lekarz się myli?

Jeśli uważasz, że Twój lekarz bagatelizuje naprawdę poważne dolegliwości, po prostu zmień lekarza i zasięgnij opinii kogoś innego. Zmiana GP jest banalnie prosta – wystarczy udać się do innej przychodni, wypełnić formularz, a pracownicy administracyjni wszystkim się zajmą. W każdym fachu są lepsi i gorsi specjaliści – znajdź takiego, który spełni Twoje oczekiwania.

W skrajnych przypadkach, można poinformować GP, że chcemy złożyć na niego skargę. Taka sytuacja najczęściej powoduje natychmiastową decyzję o skierowaniu na dodatkowe badania bądź bezpośrednio do specjalisty. Nikt raczej nie chce mieć negatywnych uwag w swoich papierach… Jeśli to nie pomoże, należy poprosić o rozmowę z managerem przychodni, i złożyć skargę ustnie, telefonicznie bądź pisemnie. W ciągu kilku dni, nasza skarga zostanie rozpatrzona, a nasz przypadek przeanalizowany przez innego lekarza.

Szczerze mówiąc, nikt z moich znajomych nie musiał uciekać się do takich rozwiązań. Zdarzyło mi się dzwonić do przychodni o godzinie 17, i jeszcze tego samego dnia moja córka została przyjęta. Nigdy, ale to nigdy nie odmówiono nam pomocy. Z drugiej strony, nie biegam do lekarza z byle katarem czy w pierwszy dzień wyższej temperatury. Nawet lekarz nie będzie w stanie stwierdzić, co się z tego wykluje. Dlatego też, najpierw faktycznie podajemy paracetamol i próbujemy domowych sposobów na przeziębienia. Dopiero gdy to nie pomaga i stan się pogarsza, to udajemy się do lekarza pierwszego kontaktu.


Może masz jakąś historię, którą chciałabyś podzielić się z innymi? Zostaw proszę komentarz, udostępnij ten wpis na Facebooku – może Twoi znajomi też powinni go przeczytać?

#emigratkacom


© WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
CAŁOŚĆ JAK I ŻADNA CZĘŚĆ UTWORÓW NA EMIGRATKA.COM NIE MOŻE BYĆ ROZPOWSZECHNIANA W JAKIEJKOLWIEK FORMIE I SPOSÓB BEZ ZGODY REDAKCJI EMIGRATKA.COM. WOBEC OSÓB ŁAMIĄCYCH PRAWO, PODJĘTE ZOSTANĄ WSZELKIE DZIAŁANIA PRAWNE, CELEM DOCHODZENIA ROSZCZEŃ FINANSOWYCH.

Leave a reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

ENGLISH VERSION –>

Odbierz kalendarz za free!

Witaj! Mam na imię Ania. Od kilku lat mieszkam w północno – zachodniej Anglii w Manchesterze. Poza byciem mamą i prowadzeniem własnego biznesu oswajam z emigracją. Będzie mi miło, jeśli przycupniesz na moment i potowarzyszysz mi w tej przygodzie.

Aplikacja, którą MUSISZ mieć!

Facebook