Kiedy emigrant po raz pierwszy stawia swoją stopę na obczyźnie, szarpią nim różnorodne emocje. Od radości, przez ekscytację, aż po strach. Krew w żyłach się kotłuje od nadmiaru adrenaliny, a serce kołacze, jakby miało zaraz wyskoczyć z piersi. Po kilku entuzjastycznych momentach doznaje szoku – wszystko, co go otacza jest zupełnie inne niż to z czym obcował dotychczas.

Utrata pamięci

Początek emigracji jest jak utrata pamięci. Niby wiesz, jak się nazywasz, jak tu trafiłeś, ale zupełnie NIC nie rozumiesz. TO, co do tej pory wiedziałeś, umiałeś czy znałeś możesz sobie schować w skrytce na dnie głębokiej szuflady. TU wszystko jest obce. Ludzie wyglądają nieco inaczej, zachowują się w mniej przewidywalny sposób, nawet poruszają się też jakoś „po swojemu”. Inny rytm kroków, nietypowe gesty. Ich język początkowo brzmi jak totalnie niezrozumiały bełkot. Gdzieś tam w tłumie, z oddali dociera do ciebie fragment rozmowy w rodzimym języku. Rozglądasz się w poszukiwaniu jakiejś znajomej twarzy, ale zdążyłeś jedynie ujrzeć czyjeś plecy, które i tak sekundę później zniknęły gdzieś w tłumie. To ulotne poczucie bezpieczeństwa tylko pogłębiło wyobcowanie, które z czasem co prawda będzie maleć, ale nigdy nie zniknie ostatecznie.

Wyobcowanie, czyli izolacja społeczna

fot. pixabay

Kiedy człowiek przychodzi na świat, z każdym dniem poznaje otaczających go ludzi, przedmioty, język, miejsca, zwyczaje i wszystko inne, co składa się na elementy świata, w którym przyszło mu żyć. Po paru latach czuje się jak „u siebie” i wśród „swoich„. Niemal z zamkniętymi oczami jest w stanie wrócić ze szkoły do domu, czy rozpoznać głos swojego najlepszego kumpla wołającego go przez okno z podwórka. Te całą wiedzę o otaczającym nas świecie zbieramy latami. Kultywujemy rodzime tradycje, których nas nauczono, świętujemy ważne wydarzenia, bo takie zachowania nam wpajano. Wiemy, co mówić w określonych sytuacjach, co śpiewać, jak się zachowywać. Została nam wpojona kultura społeczeństwa, które nas otacza. Dzięki tej wiedzy jest nam znacznie łatwiej funkcjonować, czujemy pewną przynależność do „czegoś” większego, jesteśmy w stanie określić naszą tożsamość.

Emigrant natomiast zostawia za sobą cały ten bagaż wiedzy i doświadczeń i zostaje wyrzucony na głębokie morze zupełnie obcej kultury. Wszystko wydaje się takie obce i inne. Nie znasz drogi do domu, nie wiesz jakie autobusy jadą do centrum miasta, żadna uliczka czy kąt nie przywołuje żadnych miłych wspomnień. Nie rozumiesz, dlaczego ludzie ustawiają się w kolejce do autobusu, albo dlaczego autobus się w ogóle nie zatrzymał na przystanku. W tłumie ludzi nie dostrzegasz żadnej znajomej twarzy. Ktoś się do ciebie przelotnie uśmiechnął, ktoś inny przeprosił za nie wiadomo co właściwie, a jeszcze ktoś inny krzyczał i machał rękami ale nie zrozumiałeś ani słowa. Dopiero nadjeżdżający samochód z prawej strony, który zatrzymał się z piskiem opon tuż przy twojej nodze, uświadomił ci, że przecież tu w Anglii obowiązuje ruch lewostronny…

Szok kulturowy

fot. pixabay

Jesteś jak bezradne dziecko. Strach, smutek, samotność, wyobcowanie. To bardzo częste emocje towarzyszące drugiej fazie emigracji, jaką jest szok kulturowy (o kolejnych fazach emigracji pisałam tutaj: Każdy emigrant musi przez to przejść…).

Każdy emigrant inaczej sobie radzi w zetknięciu się z obcą kulturą. Niektórych ogarnia strach na tyle duży, że zamykają się w sobie, unikają kontaktu z sąsiadami, trzymają się z daleka od wszelkich wydarzeń i uroczystości, a w zaciszu własnych czterech ścian pogrążają się w tęsknocie za polską kulturą, ojczystym językiem, Polską w ogóle. Wśród SWOICH wyśmiewają obce obyczaje, bo wydają się im dziwne i niezrozumiałe. Kpią i żartują, a przepaść między nimi i tym co obce – inne się pogłębia. Czy to dobra droga? Czy istnieje inny sposób na to, by poczucie izolacji społecznej zniwelować całkowicie lub chociaż ograniczyć do minimum?

Wyobcowanie da się pokonać!

Muszę ci się przyznać, że mną też targały emocje po przyjeździe do Wielkiej Brytanii. Ale myślę, że jednak było mi troszkę łatwiej zaadaptować się do zmian. Po pierwsze na studiach na Wydziale Nauk Społecznych sporo mówi się o kulturze, wielokulturowości, kontrastach i podobieństwach różnych społeczeństw. Więc gdzieś w głębi duszy wiedziałam, że na tym świecie są inni ludzie, którzy choć w tak wielu aspektach podobni do nas, żyją zupełnie inaczej. Po drugie, mam wrodzoną ciekawość a nie uprzedzenia do tego, co INNE. Po trzecie, już kiedyś byłam zagranicą. Zaraz po ukończeniu liceum przepracowałam kilka miesięcy na słonecznej Majorce w hotelu, gdzie miałam styczność z ludźmi z różnych zakątków Europy.

Dopiero jednak w Anglii, w Manchesterze, zetknęłam się wielokulturowością przez wielkie W. Tutaj jednego dnia można spotkać na swojej drodze ludzi co najmniej dziesięciu różnych narodowości i pięciu odmiennych wyznań religijnych. Każde z nich, choć posługuje się językiem angielskim, ma swój własny akcent, często trudny do zrozumienia podczas pierwszej rozmowy. Każde z nich zupełnie co innego je i pije. Każde z nich ma swoje dni święte i własne uroczystości, obrzędy, tradycje. Każde z nich inaczej się ubiera, w inny sposób wyraża swoją odmienność i wyjątkowość. Szczerze mówiąc, z początku byłam nawet trochę przerażona, aby kogoś swoim zachowaniem nie urazić, nie obrazić czy się po prostu nie ośmieszyć. Ale znalazłam na ten strach szybko rozwiązanie, a jest nim zwyczajne zadawanie pytań!

Pytaj, nie błądź!

fot. pixabay

Wiem, Ameryki nie odkryłam, ale to najprostsza droga, aby ujarzmić szok kulturowy. Przy każdej możliwej okazji, czy to w pracy, taksówce, autobusie zadawałam pytania i opowiadałam też o sobie. Wbrew pozorom inni ludzie również są ciekawi naszej polskiej kultury. Jednego wigilijnego popołudnia wracałam autobusem jako jedyna pasażerka. Kierowca był już wyraźnie zmęczony samotną podróżą i od razu na wejściu do mnie zagadał. Był wielce zdumiony, jak to jesteśmy w stanie zjeść 12 dań podczas jednej wigilijnej kolacji! Fajnie było porównać nasze tradycje, znaleźć podobieństwa i wytłumaczyć różnice. W pracy miałam styczność również z osobami pochodzącymi z Azji, głównie wyznania islamskiego. Sporo rozmawialiśmy o kuchni, nie raz miałam okazję posmakować tradycyjnych potraw dalekiego Wschodu i sama też częstowałam naszymi rodzimymi pierogami. Wiecie, że im bardzo smakują? Polecam jednak trzymać się wersji wegańskich, a dlaczego? Pytajcie, szukajcie odpowiedzi, bądźcie ciekawi i otwarci.

Obudź w sobie dziecko!

Wiedza to potęga. Pytaj, czytaj, szukaj. Dziel się wiedzą z innymi. I ucz się języka – im lepiej się nim posługujesz, tym więcej zrozumiesz. Pozbądź się uprzedzeń i z pozytywnym nastawieniem odkrywaj świat na nowo. Jak dziecko. Pewnie już nie pamiętasz, kiedy mając zaledwie kilka  lat, wszystko dookoła było takie trudne i niezrozumiałe. Zaliczyłeś mnóstwo upadków i porażek, ale byłeś zbyt uparty żeby się poddać i spocząć na laurach? Życzę ci, aby ta dziecięca otwartość i upór były w tobie zawsze. Odkrywaj i delektuj się tą wiedzą.

 

#emigratka

Przeczytaj również: Emigracja to stan umysłu

 

© WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE.
CAŁOŚĆ JAK I ŻADNA CZĘŚĆ UTWORÓW NA EMIGRATKA.COM NIE MOŻE BYĆ ROZPOWSZECHNIANA W JAKIEJKOLWIEK FORMIE I SPOSÓB BEZ ZGODY REDAKCJI EMIGRATKA.COM. WOBEC OSÓB ŁAMIĄCYCH PRAWO, PODJĘTE ZOSTANĄ WSZELKIE DZIAŁANIA PRAWNE, CELEM DOCHODZENIA ROSZCZEŃ FINANSOWYCH.