– Na samotność nie mogę narzekać, jeśli otacza mnie kilka bądź kilkanaście psów dziennie, czasem też króliki, chomiki. Mój rodzinny dom zawsze był pełen ludzi, hałasu a także i zwierząt, bo z niemal każdego spaceru przynosiłam jakieś stworzenie do domu. Babcia nazywała mnie kocią mamą! Nie lubię samotności, samotności mówię zdecydowanie nie – mówi mi Gosia, trzydziestoletnia kobieta, drobnej budowy ciała szatynka, o dużych ciemnych oczach. Na co dzień właścicielka Domowego Zoo, a przede wszystkim mama – jak to podkreśla – aż jednego synka Kubusia oraz szczęśliwa posiadaczka aż jednego, adoptowanego ze schroniska psa o uroczym imieniu Snowy – Adopcja ze schroniska była moją najlepszą decyzją w życiu i każdego zachęcam do adoptowania zwierzaków, które czekają z utęsknieniem na pełen ciepła i miłości dom.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Gosię na własne oczy, od razu wiedziałam, że jest jedną z tych osób, obok których nie przechodzi się obojętnie, a zostaje na dłużej. Gosia opuściła rodzinny Olsztyn  niemal 10 lat temu. Póki co, nie myśli o powrocie.

Redakcja: Na co dzień prowadzisz Domowe Zoo – jak to wygląda w praktyce?

Gosia: Jak Domowe Zoo wygląda w praktyce? (Śmiech) Jak na oddziale szpitala psychiatrycznego –   nigdy w moim domu nie ma ani ciszy ani porządku.

Spacer z podopiecznymi (z archiwum Domowego Zoo)

Redakcja: Czy pamiętasz jak powstało Domowe Zoo?

Gosia: Domowe zoo powstało przypadkiem. Zobaczyłam post na Facebooku, że ktoś szuka opieki dla swojego czworonoga na czas wyjazdu. Wraz z mamą zdecydowałyśmy się zająć psiakiem. Tak mi się spodobało opiekowanie się Borysem, że niedługo potem pojawiła się Mollie, a po Moliie dwieście innych psów. I tak już trzy lata Domowe Zoo trwa.

Redakcja: Jak to mawiają „wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia” – czy twoje życie to niekończące się wakacje? (uśmiech)

Gosia: Kocham swoją pracę, ale czy są to wakacje? Raczej nie. Prawdziwego urlopu nie miałam od lat! Prawie na każdy dzień roku mam zapisanego psa, a jeszcze są i takie, które zapomnę wpisać w kalendarz. Jak już coś sobie zaplanuję,  to okazuje się że i tak mam zapisanego jakiegoś czworonoga w danym terminie. Nie ma dnia bez psów. Moje życie kręci się wokół psów. Zdecydowanie kocham to, co robię i nie zamieniłabym mojej pracy na żadną inną. Muszę też dodać, że Domowe Zoo nie istniałoby, gdyby nie Alan i Jessica, dzieci które poświęcają swój czas na spacery ze mną i z psami, dzieci które nie raz w weekendy i święta wstają o 6 rano, żeby cioci pomóc w opiece nad psami. Same spacery zajmują sporo czasu, później jest karmienie, które czasem trwa nawet godzinę albo i dłużej. Widzę po dzieciach, że psy maja dla nich ogromne znaczenie. Codziennie zdobywają nową wiedzę, uczą się o różnicach wynikających z rasy czy pochodzenia psów. Mają też swoje ulubione czworonogi, za którymi szczerze tęsknią, a nawet i płaczą, kiedy te wracają do swoich właścicieli i domów.

Na spacerze (z archiwum Domowego Zoo)

Redakcja: A jak w takim razie godzisz życie prywatne z pracą? Czy to się w ogóle da pogodzić?

Gosia: Póki co, życia prywatnego nie mam, ale jestem w trakcie jego budowania ,więc proszę mi życzyć szczęścia!

Redakcja: Trzymam mocno kciuki, aby wszystko ułożyło się po twojej myśli. A powiedz mi, kiedy już znajdziesz miłość swojego życia, jak to pogodzisz z prowadzeniem Domowego Zoo?

Gosia: Ktokolwiek decydując się na związek ze mną wie, że w pakiecie dostaje Domowe Zoo: 10 psów, 2 konie, 5 krów i chomika (śmiech). A mówiąc całkiem poważnie, to jest to moja praca. Wiadomo, że inna niż wszystkie i wiele rzeczy trzeba zaakceptować, wiele trzeba znosić na co dzień i potrzeba mnóstwo cierpliwości, ale na tym chyba polega właśnie miłość  i myślę, że jeśli zaakceptuje mnie to i zaakceptuje ‚moje’ psy.

Redakcja: Co jest dla Ciebie ważniejsze – aby mężczyzna zaakceptował twoje psy czy zwierzęta zaakceptowały partnera? Co, jeśli się jednak nie polubią?

Gosia: Ktoś mi kiedyś powiedział, że z nikim nigdy się nie zwiążę, bo nikt normalny do tego domu się nie wprowadzi (śmiech). Psy pod moją opieką akceptują wszystkich. Jedne potrzebują więcej czasu, żeby zaufać, inne od razu lgną do ludzi. Domowe Zoo nauczyło mnie co to cierpliwość. Teraz mogę się  nią dzielić. Kiedyś pewne rzeczy powodowały u mnie stres i niepotrzebne nerwy, dzisiaj już się pogodziłam z niektórymi rzeczami. Wiem, że krzykiem i nerwami nic nie zmienię.

Domowe Zoo… w domu! (z archiwum Domowego Zoo)

Redakcja: Czy w Twojej pracy zdarzają się trudne momenty? Która z sytuacji była dla ciebie najtrudniejsza?

Gosia: Trudne momenty? Pewnie było takich kilka, a nawet kilkanaście, ale zdarzają się tylko wtedy kiedy przeceniam własne możliwości. Po prostu czasami za dużo na siebie biorę, więc to tak naprawdę z mojej winy (uśmiech). Ale zawsze powtarzam, że nie ma sytuacji bez wyjścia czy jak ktoś mówi, że się czegoś nie da zrobić – ja mówię „musi się dać!”. Jeśli chodzi o najtrudniejszą sytuację w jakiej się znalazłam, to była to śmierć właściciela psa, który wówczas był pod moją opieką. Strasznie przeżywałam całe to zdarzenie, ale końcem końców znalazłam dla psa najcudowniejszy dom na świecie i nową rodzinę. Ukłon w kierunku Ani i Tomka.

Wspólny spacer (z archiwum Domowego Zoo)

Redakcja: Wielu właścicieli czworonogów ma obawy przed oddaniem swojego pupila w obce ręce. Czego się najczęściej obawiają? Jak udaje Ci się ich przekonać do siebie?

Gosia: Wiele osób przyjeżdża i zostawia psy płacząc, ale zawsze im obiecuję, że psy wrócą całe i zdrowe. Ja staram się codziennie utrzymywać kontakt z właścicielami, wysyłam zdjęcia, filmiki i daję znać co jakiś czas, jak nam idzie. Jak sama wiesz, bardzo dużo gadam, aż za dużo, i chyba dzięki tej mojej otwartości ludzie mi ufają.

Redakcja: Dziękuję Gosiu, że znalazłaś czas, by odpowiedzieć na kilka pytań. Mam nadzieję, że Domowe Zoo będzie prężnie się rozwijać, że tych trudnych momentów będzie mniej, i że znajdzie się ktoś, kto pokocha Domowe Zoo równie mocno jak ty.

Kochani Manchesterowcy, jeśli szukacie zwierzaków do adopcji, śledźcie fanpage Domowego Zoo na facebooku. Od czasu do czasu Gosia walczy o nowy, pełen miłości i ciepła dom dla zwierzaków, które z jakiegoś powodu znalazły się na życiowym zakręcie.

* * *

Drogi czytelniku, masz ciekawą historię do opowiedzenia? Znasz kogoś, o kim warto napisać kilka słów? Skontaktuj się ze mną na [email protected] – odpiszę na pewno!

Jeśli podoba ci się to co robię – koniecznie zostaw „lajka” albo komentarz, abym wiedziała, że to co robię ma sens!

 

Ania/emigratka.com

© Wszystkie prawa zastrzeżone.
Całość jak i żadna część utworów na emigratka.com nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i sposób bez zgody redakcji emigratka.com. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne, celem dochodzenia roszczeń finansowych.